Szkoda, że już, jak zwykle za krótko ale jest po co wracać.
Na początek chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom za zaufanie…
Grupa była nieduża ale bardzo zgrana, niektórzy byli z nami pierwszy raz, inni znali się z wcześniejszych wypraw.
Atmosfera była bardzo dobra, pogoda dopisała, więc o ryby mogliśmy być spokojni. Połowiliśmy wszyscy, różne gatunki ryb, od mniejszych, po kilka Personal Best.
Znaleźliśmy też czas na wycieczkę na North Cape – punkt widokowy, obserwacje pięknych norweskich krajobrazów i przyrody.

Ryby….
Ponieważ pogoda nam dopisała i dodatkowo byliśmy w okresie białych nocy, spędzaliśmy na wodzie wiele czasu.
Łowiliśmy wiele gatunków ryb, w różnych miejscówkach, na różnych głębokościach, różnymi metodami.
Był czas , były możliwości i wzajemna wymiana doświadczeń i pomysłów.
Prawdziwa wędkarska współpraca, przednia atmosfera..
Dorsze, zębacze, czarniaki, plamiaki, oczywiście waleczne brosmy…wiele z nich to były PB niektórych kolegów.
No i oczywiście halibuty…..
Ale zanim o rybach, najpierw zdanie o uczestnikach. Wielu z nich, razem z Mirkiem znaliśmy już wcześniej, pozostali okazali się również wytrawnymi wędkarzami. Wszyscy jechali łowić duże ryby, nikt nie stosował półśrodków. Do wody szły tylko przemyślane zestawy…..
I królowały duże ryby…halibuty…W sumie złowiliśmy ich ponad 20, wiele to PB kolegów, dość powiedzieć, że na 10 miejscu uplasował kilkunastokilogramowy dorsz…Przed nim były tylko halibuty. W większości, w tym te największe i poniżej wymiaru wróciły do wody. Niektóre, zgodnie z norweskimi zasadami, pojechały z nami…
W każdym razie jest po co wracać…